Aktualności‎ > ‎

Wywiad z dr n. med. Damianem Presem

opublikowane: 3 kwi 2017, 09:30 przez Zespół Szkół nr 1 Bobowa   [ zaktualizowane 3 kwi 2017, 14:09 ]


Wywiad z absolwentem 

dr n. med. Damianem Presem

przeprowadzony przez uczennicę Aleksandrę Gryzło 

i dyrektora szkoły Adama Urbanka

dnia 31 marca 2017 roku 

podczas obchodów Dnia Patrona Szkoły


- Proszę krótko przedstawić Pana ścieżkę edukacyjną.

- Krótko będzie trudno, ale spróbuję. Swoją edukację rozpocząłem w wieku sześciu lat w Szkole Podstawowej w Bobowej. Moją wychowawczynią w klasach 1-3  była pani Zofia Ligęza, w kolejnych klasach pani Barbara Nalepka. Wiele im zawdzięczam, wiele mnie nauczyły. Po ukończeniu Szkoły Podstawowej uczęszczałem do Liceum Ogólnokształcącego w Bobowej. Następnie studiowałem przez 6 lat medycynę w Śląskiej Akademii Medycznej w Zabrzu.  Zdałem Lekarski Egzamin Państwowy i rozpocząłem specjalizację z kardiologii, która trwała 6 lat. Po tym okresie zdałem egzamin specjalizacyjny i zostałem kardiologiem.  Tak wyglądała dotychczasowa edukacja, ale mam wrażenie, że  będzie ona kontynuowana do końca mojej działalności zawodowej….

- Kiedy pojawiła się u Pana myśl o studiowaniu medycyny?

- Myśl o studiowaniu medycyny pojawiła się już w szkole podstawowej. Moja Mama uczyła biologii i w domu były też książki o tematyce  medycznej. Pamiętam jak godzinami przeglądałem anatomię człowieka…. Jako dziecko dużo chorowałem i często miałem do czynienia z lekarzami, gdzie mogłem obserwować ich pracę, która mnie fascynowała.  Pamiętam, że pod koniec szkoły podstawowej pisało się portfolio. Jednym z pytań było:  „Jakie mam plany na przyszłość?” Ja napisałem: „Zostanę doktorem”, nie lekarzem tylko doktorem… Na szczęście moja wychowawczyni zauważyła to i pomogła mi zmienić na: „zostanę lekarzem”. Jak zostało to już napisane, to nie miałem innego wyjścia i tak też zrobiłem…

- Czy szkoła podstawowa miała jakiś wpływ na Pana dalszą edukację?

- Szkoła podstawowa ukierunkowała mnie na pewną grupę przedmiotów, których polubiłem się uczyć i w których sobie dobrze radziłem. Ponadto uświadomiłem sobie, że nie mogę robić wszystkiego, np. brałem udział w kilku olimpiadach… i w żadnej dziedzinie nie osiągnąłem za wiele. Stwierdziłem, że muszę sfokusować się na jednej rzeczy i robić to na wysokim poziomie.  

- Jak wspomina Pan swoją klasę i rówieśników? Czy utrzymuje Pan z nimi kontakty?

- Wspominam ich bardzo miło. Miałem w klasie cudownych ludzi. Utrzymujemy kontakt telefoniczny. Po ukończeniu szkoły organizujemy różne spotkania. Byłem np. na 5-leciu matury.

- Jakie przedmioty sprawiały Panu największą trudność?

- Największą trudność sprawiały mi przedmioty twórcze. Najgorzej było z muzyką. Jak trzeba było śpiewać, to ja nie śpiewałem, lecz mówiłem tekst piosenki, bo była taka opcja i dostawałem mierny. Mama zapisała mnie nawet na grę na syntezatorze. Jednak to była katastrofa. Mój nauczyciel załamywał ręce…. Okazało się, że nie mam w ogóle słuchu i tak zakończyła się moja przygoda z muzyką. 

- Co najmilej Pan wspomina z życia szkoły? Czy coś szczególnego utkwiło Panu w pamięci ze szkolnych lat?

- Bardzo miło wspominam wycieczki szkolne. Nasza Wychowawczyni - Pani Barbara Nalepka zawsze wybierała ciekawe miejsca i tworzyła niezapomnianą atmosferę na tych wyjazdach. Ponadto miło wspominam działalność sportową, a dokładniej zajęcia dodatkowe z siatkówki z panem Romanem Paterem. Później miałem przyjemność także uczęszczać na treningi Trzeciej Ligi, które prowadził Pan Paweł Popardowski.  Bardzo utkwił mi w pamięci jeden epizod. Pamiętam, że graliśmy z mocną drużyną z Gorlic. Wyjściowo mieliśmy małe szanse na wygraną.  Nasz trener odpowiednio zmotywował nas do walki. Uwierzyliśmy w siebie. Już nie pamiętam, czy ostatecznie była wygrana czy porażka, ale w głowach byliśmy zwycięzcami… Pokazał nam, że możemy wiele zdziałać. Wtedy tak tego nie odebrałem. Dopiero później wyciągnąłem odpowiednie wnioski.

- Obecnie nauczyciele starają się poskromić bunt młodzieży. Jakim Pan był uczniem? Pamięta Pan swój jakiś szkolny wybryk z czasów szkoły podstawowej?

- Chyba takich poważnych wybryków nie było, ale zawsze miałem dużo do powiedzenia, miałem swoje zdanie, zadawałem dużo pytań nauczycielom i to mogło być uciążliwe.

- Proszę opowiedzieć, jak to jest być uczniem w szkole, w której uczy mama?

- Ja nie odczuwałem z tego powodu większej różnicy. Gorzej miała moja Mama, która często wysłuchiwała o moich „występkach”. Mama jest cudowną osobą. Umiała odpowiednio mnie zmotywować do pracy. Nie pozwoliła mi ani na chwilę myśleć, iż to że ona jest moją nauczycielką  zwalnia mnie z nauki. Zawsze powtarzała: „Musisz pracować. Musisz się uczyć”.

- Jakiej rady udzieliłby Pan młodym ludziom, wybierającym szkołę czy studia, którzy chcieliby powtórzyć Pana sukces?

- Nie jestem pewien, czy to co robię, mieści się w definicji sukcesu…, ale gdybym miał coś radzić, to warto wyznaczyć sobie cel i krok po kroku dążyć do niego. Nie zważać na niepowodzenia. Powstawać i uparcie iść dalej…

- Jakie umiejętności nabywane w latach szkolnych okazują się najbardziej przydatne w pracy zawodowej? Co w dorosłym życiu liczy się najbardziej?

- Najbardziej przydatne umiejętności to w moim odczuciu umiejętność współpracy z innymi, wytrwałość i pokora. A co się liczy najbardziej w życiu…hmm… chyba to żeby  być dobrym człowiekiem.